niedziela, 11 stycznia 2015

Nowa praca - inny świat :)

No i stało się...minął pierwszy tydzień w nowej pracy. Trochę bałam się tej zmiany, czy to na pewno już czas, czy na pewno poradzę sobie w brytyjskiej firmie. Ale potem pomyślałam, że przecież zawsze sobie radzę więc dlaczego teraz miałoby być inaczej? Już pierwsza rozmowa pokazała mi, że z moim językiem angielskim jest dużo lepiej niż sądziłam i po dwuetapowej rekrutacji czułam, że mam duże szanse na zatrudnienie. Po kilku dniach oczekiwania dostałam ofertę. I tu pojawiło się pierwsze zaskoczenie - to co było przedstawione na rozmowie, znalazło się w kontrakcie. Moje doświadczenie pokazuje, że pracodawcy bardzo zaniżają wynagrodzenie oraz inne oferowane warunki w proponowanej umowie w porównaniu do tego co było przedstawione w ogłoszeniu lub na rozmowie kwalifikacyjnej. Moja nowa firma już na wstępie pokazała, że jest godna zaufania a co ważniejsze, że ufa mi, nie podważa moich kwalifikacji oraz, że firmie zależy właśnie na mnie. Dodatkowo zatrudnić chcieli kogoś od zaraz ale ja miałam zaplanowany urlop na dwa ostatnie tygodnie roku i tu też nie robili żadnego problemu. Dlatego nie zastanawiałam się ani chwili i tak o to od nowego roku zaczęłam swoje wyzwanie...od przygody w podróży dzięki której przyjechałam pierwszego dnia do biura spóźniona jakieś 30 min ;)
Cały miniony tydzień stał pod znakiem nauki, nauki i jeszcze raz nauki. Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie fakt, że szef rozpisał plan działania i przydzielił poszczególne osoby do tego, aby wprowadziły mnie w rożne dziedziny pracy i wiedzy produktowej. Nie ma zamętu, każdy wie co i w jaki sposób mi przekazać a przy tym robią to w niezwykle cierpliwy i przemiły sposób. Fakt, że grafik jest napięty a moja głowa coraz bardziej kwadratowa ale im więcej czasu poświęcimy na to na początku tym szybciej będę mogła pracować samodzielnie. 
We wtorek miała miejsce pierwsza telekonferencja z pozostałymi oddziałami i spotkało mnie kolejne miłe zaskoczenie - nikt nachalnie nie wymagał jakiegoś przemówienia z mojej strony. Właściciel krótko mnie powitał i pogratulował pierwszych dni w zespole, co pozwoliło mi uniknąć ogromnego stresu publicznego wystąpienia przed obcymi osobami.
W piątek, spotkaliśmy się na podsumowanie całego tygodnia i poza ogromnym zadowoleniem z dwóch stron dowiedziałam się, że szef podjął decyzję o skróceniu mi godzin pracy, żebym nie musiała przyjeżdżać do biura tak wcześnie jak do tej pory było to umówione (whaat?).
Z ciekawostek mogę Wam powiedzieć, że główny szef, który ma siedzibę w Szkocji już pierwszego dnia dzwonił żeby chociaż telefonicznie powitać mnie w zespole bo nie ma go tu na miejscu.
A tak na koniec - zobaczcie jak w tej firmie przywitali mnie pierwszego dnia szefowie i współpracownicy...


Mogę tylko powiedzieć, że jak się chce to można. Jeden mały gest potrafi sprawić, że chce się jeszcze bardziej :) 

Podsumowując, pierwszy tydzień był bardzo owocny ale również przyniósł wiele miłych niespodzianek. Koledzy oraz szefostwo są bardzo pozytywnie nastawieni do mnie jako nowej osoby i widać, że w firmie panuje atmosfera ciężkiej pracy ale w ludzkich i bardzo sprzyjających rozwojowi warunkach. Muszę przyznać, że chyba pierwszy raz pracuję w takim miejscu i mam nadzieję, że jest to zapowiedź bardzo udanej współpracy. 


1 komentarz:

  1. gratulacje :*
    szkoda, że u nas tak to wszystko nie wygląda.

    OdpowiedzUsuń