Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 czerwca 2015

Ogórkowa rozkosz dla rzęs.

Dzisiaj słów kilka o tuszu do rzęs Wonder'full Wake Me Up, nowość marki Rimmel.
Tusz kupiłam głównie ze względu na chęć wypróbowania czegoś nowego i na rewelacyjne, energetyczne zielone i błyszczące opakowanie. Nie ma co ukrywać, stojąc na półce przyciąga uwagę. Ciekawa też byłam tego kształtu szczoteczki, czy będzie odpowiedni dla moich rzęs bo zazwyczaj używam zupełnie innego kształtu. Ale skuszona ofertą postanowiłam spróbować. 

Po otwarciu opakowania od razu czujemy dość intensywny zapach ogórkowy, co jest naprawdę przyjemne i orzeźwiające. 
To na co zwracam uwagę, to czy na szczoteczkę  nie nabiera się za duża ilość tuszu, bo wtedy przy nakładaniu jest dużo trudniej o ładny efekt ale okazało się, że jest w sam raz. Tusz nakłada się bardzo łatwo, dokładnie i równomiernie. Po pierwszej aplikacji uzyskujemy delikatnie podkreślony kolor i ładnie ułożone rzęsy, delikatnie uniesione. Jeśli chcemy uzyskać intensywną czerń, aplikujemy drugą warstwę tuszu. Rzęsy nawet po ponownym tuszowaniu nie są sklejone, nie dają teatralnego efektu.  
Kształt szczoteczki również przypadł mi do gustu, ale to jest już zdecydowanie indywidualna sprawa. 
Kolejnym plusem, jest to, że tusz wiele godzin nienagannie utrzymuje się na rzęsach, nie obsypuje się ani nie rozmazuje.
Nie ma też żadnego problemu z jego zmyciem. Płyn micelarny świetnie daje sobie z nim radę.

Na koniec powtórzę się jeszcze, ale jestem naprawdę zachwycona opakowaniem tej mascary. Rimmel projektując tą nowoczesną i elegancką tubkę wykonał kawał dobrej roboty.
Tusz Wonder'full Wake Me Up firmy Rimmel polecam przede wszystkim fankom naturalnego makijażu. Ja jestem z niego bardzo zadowolona! Myślę, że na stałe wyląduje w mojej kosmetyczce, do kompletu z innymi kosmetykami Rimmel.



A czy Wy już go wypróbowałyście? Jakie są Wasze odczucia?


sobota, 21 marca 2015

Share Week 2015 - 3 blogi, które skradły mój czas :)


Mimo, że jestem "świeżynką" w blogowym świecie to bardzo spodobał mi się pomysł Andrzeja, autora bloga jestkultura.pl który od kilku lat prowadzi akcję SHARE WEEK. Ma ona na celu pokazanie sobie nawzajem blogów i vlogów, które uważamy za interesujące, wartościowe czy inspirujące. Dzięki temu nie tylko my poznajemy nowe, ciekawe osoby i ich twórczość ale i nasi czytelnicy mają okazję poszerzyć listę swoich ulubionych blogów. Zasady zabawy są takie, że dzielimy się z innymi 3 ulubionymi blogami. To mój pierwszy udział w blogowej inicjatywie i mam nadzieję, nie ostatni:)

I tak o to, moją listę otwiera Joanna i jej blog Dziewczyna Informatyka. 
Autorka bloga motywuje swoimi przepisami oraz postępami w dążeniu do osiągnięcia wymarzonej sylwetki. I uwierzcie mi - robi to naprawdę skutecznie. Jej przepisy są proste w wykonaniu i bardzo smaczne. A jej postępy w walce o coraz zgrabniejsze ciało - wręcz rewelacyjne. Koniecznie musicie odwiedzić jej bloga i zobaczyć efekty na własne oczy!
Drugi blog, to Nat w Londynie. 
Natalia mieszka od kliku lat w Londynie i opowiada o tym co w nim lubi, co kocha a czego nie znosi. Blog podzielony jest na dwie części: Życie w Londynie, gdzie dzieli się z czytelnikiem informacjami, które mogą pomóc odnaleźć się na początku naszej przygody w tym mieście oraz Atrakcje w Londynie, gdzie w bardzo przyjemny sposób opowiada gdzie warto się wybrać lub co ciekawego zobaczyć. Natalię i jej blog cenię za szczerość wypowiedzi na temat życia w tym wspaniałym mieście, które nie zawsze jest tak kolorowe jak by się wydawało.

...
No i na deser, blog, który nie tylko pęka w szwach od ciekawych artykułów ale jest też przesycony świetnym bo często zjadliwym humorem oraz przemyśleniami godnymi...no właśnie chyba tylko samej Matyldy we własnej osobie. Przy niejednym artykule zatrzymałam się na dłużej, przy wielu zaśmiewam się do łez :) Dziękuję, że jesteś Segritta!

Poza ulubionymi blogami chciałam się z Wami podzielić 3 vlogami, do których również dość często zaglądam i uważam za godne polecenia. Są to Kornela, a bit about her life (przeurocza Kornela i jej stylizacje, recenzje kosmetyków oraz zdjęcia z podróży, Agi's Boutique  (Agnieszka i jej bardzo sympatyczny świat, recenzje kosmetyków, Londyńskie perypetie, życie rodzinne i wiele więcej) oraz KatOsu (Kasia, która dzieli się z nami wszystkim co powinnyśmy wiedzieć o kosmetykach, pielęgnacji i makijażu. Jest vlog jest naprawdę inspirujący). 

I to wszystko ode mnie. Mam nadzieję, że uda Wam się znaleźć na tych blogach i vlogach coś dla siebie :) 

wtorek, 10 marca 2015

Olej kokosowy - do wszystkiego czy do niczego?

Dziś powiem Wam do czego ja używam słynnego już oleju kokosowego.
Pierwszy raz przeczytałam o nim na blogu Anny Lewandowskiej - healthy plan by ann. Pisała tam o jego rewelacyjnych właściwościach nie tylko dla skóry i włosów ale i dla całego organizmu (tutaj). Zachęcona jej artykułem oraz wieloma dobrymi opiniami postanowiłam spróbować!

Właściwości oleju kokosowego sprawiają, że wspomaga on odchudzanie, działa regenerująco i jest zdrowszy niż masło i inne tłuszcze używane na co dzień w kuchni. Dodatkowo działa antybakteryjnie, wspomaga leczenie przeziębień i wpływa bardzo korzystnie na wygląd naszej skóry.

Jeśli chodzi o olej kokosowy do celów pielęgnacyjnych to ja niestety się zawiodłam. Próbowałam przez kilka tygodni nakładać go na włosy - nie widziałam efektów. Zgodnie z jego antybakteryjnymi właściwościami próbowałam zastosować go do golenia, ale efekt był opłakany. Jeszcze przez wiele dni leczyłam nogi z licznych podrażnień. Również nie widziałam większych rezultatów po zastosowaniu oleju kokosowego na skórki wokół paznokci, czy jako krem do dłoni i stóp.  Nie próbowałam go używać na twarz gdyż cerę mam z zasady problematyczną, więc wolałam nie ryzykować :) No cóż, podejrzewam, że co skóra to inny efekt. Nie ma co narzekać, po prostu nie stosuje go do pielęgnacji.

Ale olej kokosowy w kuchni to już zupełnie inna historia. Jak dla mnie jest odkryciem zeszłego roku i już nie wyobrażam sobie mojej kuchni bez tego produktu. Jest zdrowy a jego przepyszny delikatnie kremowo kokosowy smak i zapach jest dopełnieniem wielu potraw. Równocześnie jego aromat nie jest nachalny więc z powodzeniem można na nim smażyć nie tylko słodkie dania, ale również (jeśli ktoś lubi) mięsa bądź warzywa. Mówimy tu oczywiście o oleju kokosowym nie rafinowanym, tłoczonym na zimno. Tylko taki zachowuje swoje właściwości i nie traci smaku oraz zapachu. Nie używam go oczywiście do wszystkiego ale znalazłam dla niego zastosowanie przy wielu potrawach. Przede wszystkim smażę na nim placuszki bananowe lub jabłkowe i omlety. Dodaję go do ciasteczek owsianych oraz do innych wypieków. Używam go również do duszenia warzyw. Olej kokosowy świetnie nadaje się do smażenia jajecznicy nadając jej niebiańskiego wręcz aromatu. Jest to chyba moje ulubione zastosowanie. No i tak naprawdę, zastąpił mi masło - używam go do smarowania pieczywa.

Widzicie więc, że moje doświadczenia z olejem kokosowym są zarówno złe jak i dobre. Jak dla mnie, w kosmetyce, olej kokosowy nie spełnia żadnego z moich oczekiwań. Natomiast w kuchni...niebo w gębie moi drodzy! 


A jakie są wasze doświadczenia z olejem kokosowym? Podzielcie się ze mną Waszą opinią koniecznie.



czwartek, 29 stycznia 2015

Wszyscy je już mają, mam i ja :)

Dziś chcę Wam powiedzieć o moich doświadczeniach z popularną od dłuższego czasu szczotką do włosów Tangle Teezer oraz Invisibobble - gumką sprężynką do włosów. Wiem, że na rynku są już od dawna ale ja zazwyczaj nowinki mam u siebie raczej odgrzewane ;)


Jeśli chodzi o szczotkę do włosów to faktycznie chciałam ją mieć bo słyszałam o niej dobre opinie, więc czemu nie spróbować. Dodatkowo, jej wygląd sprawiał, że w zasadzie sprawa była przesądzona! Ale, że jakoś nie mogłam się zabrać do jej zakupu to tak czas mijał aż pojechałam do Polski na Święta. Okazało się, że moja siostrzenica postanowiła zadbać o mnie i zakupiła mi, oczywiście kolorową, Tangle Teezer (co ciekawe, mimo, że szczotka pochodzi z Anglii to w Polsce można ją kupić za lepszą cenę - sick!)

W tej chwili używam jej ponad miesiąc i mogę powiedzieć o niej same dobre rzeczy:
- świetnie rozczesuje, nawet mokre, mocno splątane włosy
- prawie w ogóle nie wyrywa włosów, nawet jak są splątane
- ma bardzo funkcjonalne wykonanie dzięki czemu łatwo się ją czyści
- szczotkę można kupić w dwóch rozmiarach, większą do użytku domowego, mniejszą do torebki
- duża gama kolorystyczna do wyboru
- ogólny wygląd, zupełnie inny niż wszystkie
- kształt szczotki, który pozwala fajnie ułożyć się w dłoni ( choć czasem, kiedy jestem mocno zaspana, wypada mi z ręki i z cudnym hukiem ląduje w wannie ;) )

Natomiast, jeśli chodzi o Invisibobble, zupełnie nie miałam na nią ochoty. Na nic były dobre opinie, oraz namowy ze strony znajomych. Po prostu nie ufałam, że kawałek plastikowej sprężynki może być dobry dla moich, i tak nie najmocniejszych, włosów. Ale, żebym za dużo nie miała do powiedzenia, moja siostra postanowiła mnie nimi obdarować. Już widziałam swoje włosy wplątane w to cudo, wyrywane przy każdym jej przewiązaniu. O zgrozo! Dziękuję Ci, siostro moja!
Ale, że głupio mi było prezentu nie przyjąć, przystąpiłam do wielkiej próby.
Kto by pomyślał, że Invisibobble, dla mnie po prostu sprężynka, jest tak delikatna dla włosów. Zupełnie przeciwnie niż sądziłem, nie udało mi się jeszcze nią wyrwać ani jednego włosa! Bardzo dobrze utrzymuje kucyka w ryzach, przy tym nie ciągnąc w ogóle skóry głowy, co jest częste przy zwykłych gumkach. Nie trzeba jej co chwila poprawiać ani podciągać. Sprawdza się nawet gdy włosy są w ruchu, czyli podczas biegania!
Muszę przyznać, że jestem całkowicie zaskoczona przydatnością i delikatnością tej cud sprężynki.
I teraz już zupełnie szczerze i z nie ukrywanym zachwytem - dziękuję Ci siostro! :)

Jako ciekawostka, powiem Wam, że dostałam również, gumkę sprężynkę - wersję nie oryginalną. Jest cieńsza niż Invisibobble ale jestem z niej prawie tak samo zadowolona. Delikatnie traktuje moje włosy, nie wyrywa ich i nie ciągnie skóry głowy. Trochę słabiej utrzymuje kucyka, trzeba go poprawiać. No i druga sprawa, to jej wytrzymałość - obawiam się, że ma krótszą żywotność bo szybciej się rozciąga niż oryginał.

Ogólnie obydwa ( a w zasadzie wszystkie 3) produkty zagościły u mnie na stałe.  Uważam, że to naprawdę dobrze wydane pieniądze, choć w tym przypadku nie moje ;) Jeśli ktoś jeszcze ich nie kupił ( choć mogłam być ostatnią osobą, które ich nie posiadała ) i dalej zastanawia się, czy warto - to z przekonaniem mogę powiedzieć, że TAK.

A jakie są Wasze opinie o tych produktach? Czy też jesteście z nich zadowolone, czy może uważacie, że nie warto w nie "inwestować''?



wtorek, 7 października 2014

Tajemna broń czyli Top Coat doskonały!

Dzisiaj chcę się z Wami podzielić odkryciem dokonanym przez moją siostrę.

Nie wiem jak na Waszych paznokciach utrzymuje się lakier ale u mnie do tej pory wyglądało to tak, że na paznokciach u stóp lakier trzymał mi się około tygodnia, szczególnie jeśli chodziłam w zakrytych butach. Jeśli chodzi o paznokcie u rąk to musiałam je malować co 2 dzień. Generalnie, o ile w niedzielę wieczorem jeszcze mi się chciało pomalować paznokcie to już w tygodniu niekoniecznie.

I o to na wakacjach moja siostra podzieliła się ze mną swoja tajemną bronią czyli Odżywką do paznokci Nail Expert 4in 1 FAST DRY COAT firmy Celia. Próbowała mnie przekonać, że lakier na paznokciach stóp utrzymuje się bez żadnego problemu, również jeśli chodzi w zakrytych butach, co najmniej dwa tygodnie.

Tak o to, na stronie internetowej opisuje odżywkę producent:

Wysuszacz, utwardzacz, nabłyszczacz, utrwalacz.
1. Znacząco przyspiesza wysychanie lakieru.
2. Tworzy na paznokciach szczelną powłokę ochronną,która zapobiega odpryskiwaniu i ścieraniu się lakieru oraz zwiększa odporność paznokci na uszkodzenia mechaniczne.
3. Przedłuża trwałość lakieru, zabezpieczając kolor przed blaknięciem i matowieniem.
4. Nabłyszcza, dając efekt szklistej powierzchni.

Sposób użycia:
• Nakładaj jedną warstwę po pomalowaniu paznokci.
• Aby przywrócić blask lakieru – potwórz aplikację w zależności od potrzeby.

Nie chciałam wierzyć ale zostałam obdarowana taką buteleczką, więc postanowiłam spróbować. 

W niedzielę wieczorem zasiadłam do domowego manicure i pedicure. Najpierw nałożyłam jedna warstwę odżywki 8 in 1, potem dwie warstwy lakieru i po jakiś 30 minutach mój top coat.

Oto moje obserwacje:
Mniej więcej koło środy zorientowałam się, że lakier na paznokciach dalej jest i to w całości, nie ma otarć (ani na stopach, ani na dłoniach). Paznokcie wyglądały perfekcyjnie!
W piątek lakier dalej był - w całości, na końcach paznokci u rąk pojawiły się niewielkie, minimalne otarcia. Ale paznokcie nadal wyglądały świetnie. Na stopach - zero różnicy w porównaniu z pierwszym dniem.
W kolejną niedzielę faktycznie było widać, że paznokcie u rąk należałoby odświeżyć, co też uczyniłam. Od nowa pomalowałam paznokcie i oczywiście na wierzch nałożyłam, już przeze mnie uwielbiany, Nail Expert 4in 1 FAST DRY COAT. Na stopach - zero różnicy.  I tak w kolejnym tygodniu znowu nie mogłam wyjść z podziwu, że przez cały tydzień nie muszę się martwić o paznokcie u rąk, tylko mogę się tym zajmować raz w tygodniu. Na stopach - zero różnicy w porównaniu z pierwszym dniem.
I tak po 3 tygodniach, kiedy już praktycznie nie mogłam patrzeć na ciągle ten sam kolor lakieru na paznokciach u stóp, pojawiły się pierwsze odpryski na mniejszych palcach. Z czystym sumieniem mogłam zmyć lakier i pomalować nowym kolorem, pokrywając go oczywiście MOJĄ CUDOWNĄ odżywką. Dodam jeszcze, że przez te 3 tygodnie, gdzie lakier na paznokciach u stóp utrzymywał się bez zarzutu, tylko dwa dni nosiłam buty z odkrytymi palcami, w pozostałe dni było już po prostu za zimno.

Podsumowując, jak do tej pory nie znam lepszej warstwy wykańczającej mój manicure i pedicure. Jestem wręcz zakochana w tym specyfiku, który pozwala mi mieć nienaganny manicure przez cały tydzień i pedicure przez 3 tygodnie. Jest to niewiarygodna oszczędność czasu i gwarancja zadbanego wyglądu paznokci.
Na pewno jak będę w Polsce, zaopatrzę się w kolejną buteleczkę.

Polecam!

Dodam tylko, że firma Celia istnieje już długo, bo od 1959 roku i jest to jedna z najstarszych i najbardziej znanych marek kosmetycznych na polskim rynku. Natomiast od 2007 roku, właścicielem marki została firma DAX Cosmetics i to ona, na nowo pokazała Polkom jak dobre są produkty Celia oraz rozszerzyła asortyment o kosmetyki pielęgnacyjne. Brawo!